Obwodnica ma wyprowadzić ciężki ruch z centrum miasta i zapewnić płynną jazdę. Tymczasem na ulicy 11 Listopada w Wągrowcu kierowcy zderzają się z urzędniczym absurdem. Ponieważ według znaków przebiega ona przez „obszar zabudowany” kierowcy ciężarówek zostali wpuszczeni na prawną minę. Ten drogowy potworek to efekt urzędniczego łatania błędów sprzed lat.
Chodzi o dwa duże odcinki ulicy 11 Listopada (droga wojewódzka nr 241): od Ronda Rogozińskiego do Ronda Gnieźnieńskiego (długości 4,5 km) oraz od skrzyżowania z ulicą Mikołajczyka do Ronda Kcyńskiego (długości 1,6 km). Choć trasa tam wygląda i działa jak typowa obwodnica, biegnąca wśród pól i lasów, urzędnicy z nieznanych powodów ustalili, że to „obszar zabudowany”. W dodatku zrobili to wbrew przepisom.
Co tu się wydarzyło?
Błąd popełniono już na samym początku. Ponad dwadzieścia lat temu, gdy powstały pierwsze etapy obwodnicy, ustalono, że znaki określające obszar zabudowany zostaną ustawione „po zewnętrznej stronie” rond i skrzyżowań z drogami dolotowymi. W ten sposób cała nowo powstała ulica 11 listopada została objęta. ograniczeniem prędkości do 50 km/h. Już wtedy dostrzeżono jednak absurd tej sytuacji i podwyższono dopuszczalny limit do siedemdziesiątki między Rondem Skockim, a skrzyżowaniem z ulicą Jankowską – droga wówczas naprawdę biegła tam w szczerym polu.
W 2016 roku, krótko po oddaniu do użytku kolejnego odcinka obwodnicy – między Rondem Skockim, a Rondem Rogozińskim – ówczesny burmistrz Wągrowca złożył formalny wniosek do Wielkopolskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich (WZDW) o podwyższenie dopuszczalnej prędkości do 70 km/h również na pozostałych fragmentach drogi. Wojewódzcy urzędnicy wniosek przyklepali, ale zamiast po prostu znieść absurdalny „obszar zabudowany”, dorzucili jedynie kolejne znaki z czarną siedemdziesiątką na białym tle.
Zamiast naprawić pierwotny błąd, zastosowali urzędniczy „plaster”. Efekt? Oczywisty bubel prawny.
Jakie są zasady?
Zasady stawiania znaków drogowych w Polsce nie zależą od humoru urzędnika czy lokalnych petycji. Regulują je bardzo restrykcyjne przepisy. Mówią one jasno: przede wszystkim muszą być domy i ludzie. Obszar zabudowany można wyznaczyć tylko tam, gdzie przy samej drodze stoją domy mieszkalne i występuje duży ruch pieszych.
Przepisy kategorycznie zabraniają robienia obszaru zabudowanego w szczerym polu albo w lesie, a także tam, gdzie budynki mieszkalne są mocno oddalone od jezdni albo usytuowane tylko po jednej jej stronie. Galerie handlowe, hale przemysłowe, przystanki, przejścia dla pieszych i inne tego typu obiekty się nie liczą – nie ma przy drodze budynków mieszkalnych, nie ma terenu zabudowanego i koniec.
Każdy, kto jechał wągrowiecką obwodnicą, wie, jak to wygląda w rzeczywistości na tych odcinkach. Nie znajdziemy tam gęstych rzędów domów przy samym asfalcie ani tłumów pieszych chodzących skrajem jezdni. Ruch pieszy jest odseparowany. Ustanowienie tam „obszaru zabudowanego” od początku było więc złamaniem przepisów.
Pułapka na ciężarówki
Największy problem polega na tym, że zamiast usunąć błędny znak, urzędnicy po prostu podwyższyli prędkość do 70 km/h. Ta decyzja uderzyła rykoszetem w kierowców aut ciężarowych i niszczy cały sens istnienia obwodnicy. Dlaczego?
W polskim prawie drogowym istnieje ważny haczyk. Jeśli znaki podwyższają prędkość w obszarze zabudowanym (np. do wspomnianych 70 km/h), to ten wyższy limit dotyczy wyłącznie samochodów osobowych, motocykli i samochodów ciężarowych o masie do 3,5 tony.
Przepisy jasno wskazują, że samochody ciężarowe o masie powyżej 3,5 tony w obszarze zabudowanym zawsze i bezwzględnie muszą jechać maksymalnie 50 km/h – nawet jeśli znak z liczbą 70 pozwala osobówkom na znacznie szybszą jazdę!
Mamy więc kuriozalną sytuację: kierowcy ciężarówek masowo łamią przepisy i jadą 70 km/h, bo mało który pewnie nawet zdaje sobie sprawę, że teoretycznie ryzykuje wysoki mandat i punkty karne. Z drugiej strony, gdyby literalnie przestrzegali przepisów, podwyższenie prędkości nie miałoby sensu, bo i tak wszyscy byśmy się wlekli pięćdziesiątką za tirami.
Zapytaliśmy WZDW
Zgodnie z polską Konstytucją urzędnicy muszą działać ściśle na podstawie i w granicach prawa. Nie mogą leczyć jednego błędu (złego znaku obszaru zabudowanego) drugim błędem (podwyższeniem prędkości, które pomija ciężarówki).
Nasza redakcja skierowała do Wielkopolskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich w tej sprawie pytania. Poprosiliśmy o pokazania konkretnych dokumentów i zatwierdzonych projektów organizacji ruchu. Spytaliśmy też urzędników, na jakiej podstawie ignorują wytyczne ministerstwa.
Do tematu wrócimy natychmiast, gdy tylko otrzymamy oficjalne stanowisko drogowców.
Źródła i podstawa prawna:
- Zasada legalizmu (działania organów na podstawie prawa): Art. 7 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r.
- Definicja obszaru zabudowanego: Art. 2 pkt 15 Ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym.
- Prędkość ciężarówek w obszarze zabudowanym (wyłączenie z podwyższonego limitu): Art. 21 ust. 2 i 3 Ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym (przepis wskazuje, że podwyższenie prędkości znakiem B-33 w obszarze zabudowanym dotyczy wyłącznie samochodu osobowego, motocykla i samochodu ciężarowego o dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 3,5 t).
- Warunki stawiania i zakazy dotyczące znaku D-42: Punkt 5.2.48.2 Załącznika nr 1 do Rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 3 lipca 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach.
- Informacja o zmianie organizacji ruchu w 2016 r.: Oficjalny Serwis Internetowy Miasta Wągrowca (wagrowiec.eu), komunikat „Obwodnicą możemy jeździć szybciej” z dnia 01.09.2016 r.