Ostatnio w przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, że pani burmistrz zorganizowała spotkanie z kadrą zarządzającą Urzędem Miejskim oraz podległymi jej jednostkami. Cel spotkania był konkretny: poinformowanie, że do końca 2026 roku w budżecie miasta brakuje 10 mln zł.
W związku z tym pani burmistrz oczekuje od wszystkich podległych jednostek wprowadzenia wersji oszczędnościowej i ograniczenia bieżących wydatków do końca roku o co najmniej 5 proc.
I tutaj pojawia się pytanie: jak ma się to do wydatków samej pani burmistrz?
Powołanie kolejnego wydziału w Urzędzie Miejskim, zatrudnianie kolejnych pracowników, a na dodatek zatrudnienie doradcy do spraw sportu za ponad 100 tys. zł. Faktycznie – trudno o lepszy moment na takie wydatki. W sytuacji, gdy w budżecie brakuje 10 mln zł, doradca do spraw sportu wydaje się wręcz niezbędnym elementem miejskiej układanki.
Każdy mały czy duży przedsiębiorca, który zarządzałby finansami swojej firmy w taki sposób, jak pani burmistrz zarządza finansami miasta, prawdopodobnie dawno by zbankrutował. Tyle że miasto ma tę przewagę nad prywatną firmą, że zawsze można wyemitować kolejne obligacje albo podnieść podatki.
A tych ostatnich mieszkańcy mogą spodziewać się coraz więcej. W tej kadencji zadłużenie miasta wzrosło już o prawie 24 mln zł. Aż strach pomyśleć, ile wyniesie na koniec kadencji.
I tutaj pojawia się jeszcze jedna ważna różnica między prowadzeniem firmy a zarządzaniem miastem. W tym drugim przypadku za za lekkomyślne lub niekompetentne decyzje – nawet te najbardziej kosztowne – konsekwencje ponosi się żadne lub prawie żadne.
Kilka miesięcy temu obecna pani burmistrz połączyła siły z opozycją i na stanowisko wiceburmistrza powołała pana Poszwę. Były ogromne oczekiwania i nadzieje, że połączone siły dwóch „wybitnych specjalistów” uzdrowią finanse miasta, a jego rozwój nabierze rozpędu.
No i rzeczywiście – coś zaczęło się dziać.
Tyle że mieszkańcy otrzymali nieoficjalną informację o podwyżce podatku od nieruchomości od nowego roku oraz wiadomość, że w przyszłym roku nadal nie będzie plaży miejskiej.
Mało tego. Wykonawca inwestycji wystąpił o dodatkowe środki, mimo że przetarg został przeprowadzony w formule „zaprojektuj i wybuduj”. Okazało się, że zaskoczyły go warunki geotechniczne na obiekcie.
Najpierw wycięto kilkadziesiąt drzew na skarpie, a później okazało się, że skarpa straciła stateczność. Naprawdę nikt wcześniej tego nie przewidział?
Gdzie byli urzędnicy odpowiedzialni za inwestycję? Gdzie byli inspektorzy nadzoru? Tym bardziej że – jak wynika z dostępnych informacji – jeden z inspektorów z ramienia Urzędu Miejskiego miał sprawdzać dokumentację społecznie. Efekt? Łatwy do przewidzenia: kolejne problemy i kolejne pytania o koszty.
Problem wydaje się jednak znacznie szerszy niż jedna inwestycja.
Brak odpowiedniego planowania inwestycji w mieście, a przede wszystkim – najwyraźniej – zbyt niskie kompetencje samej pani burmistrz, jak i osób powołanych przez nią, prowadzą do organizacyjnego paraliżu miasta.
I co chyba najbardziej niepokojące – nie widać pomysłu na to, jak przyciągnąć nowych inwestorów, którzy stworzyliby w Wągrowcu nowe miejsca pracy. A przecież przed wyborami pani burmistrz obiecywała, że „stworzy dobry klimat dla firm do inwestowania w Wągrowcu”. Od tamtych deklaracji trochę czasu już minęło. Klimat najwyraźniej wciąż się tworzy.
Podsumowaniem połowy kadencji pani burmistrz mogą być słowa samej pani Trytt, wypowiedziane podczas jednego ze spotkań z mieszkańcami, że szukaniem pracy zajmuje się Urząd Pracy.
Ta bezwstydna buta i arogancja władzy wymownie podsumowuje relację pani Trytt i jej ekipy z mieszkańcami, a mottem obecnej kadencji stały się już słowa jednego z jej radnych, że w czasie kampanii można sobie mówić różne rzeczy…