Wybrałem się ostatnio z rodziną na spacer nad Jezioro Durowskie. Chcieliśmy po prostu przejść się po plaży, zobaczyć, jak postępują prace i spędzić trochę czasu nad wodą. Niestety zamiast radości pojawiło się duże rozczarowanie.
Sam pomysł przebudowy plaży uważam za bardzo dobry. To miejsce od lat zasługiwało na odświeżenie. Problem w tym, że to, co tam powstaje, moim zdaniem zupełnie nie pasuje do otoczenia.
Nowy budynek dawnej „Słonecznej” wygląda jak dwa kontenery ustawione jeden na drugim. Beton, szkło i stal zdominowały miejsce, które do tej pory kojarzyło się z zielenią, drzewami i spokojnym krajobrazem. Bryła budynku całkowicie zmieniła wygląd tego miejsca.
Wycięto drzewa, zabetonowano skarpy, a nowe obiekty swoją wielkością przytłaczają wszystko dookoła. Trudno oprzeć się wrażeniu, że natura zeszła na drugi plan.
Niestety, w Wągrowcu coraz częściej wybieramy beton zamiast zieleni. Najpierw zabetonowano rynek, potem dworzec, teraz przyszła kolej na plażę. Projektant może mieć swoją wizję, ale ktoś przecież ten pomysł zaakceptował.
A można było zrobić to inaczej. Wystarczy spojrzeć na Hotel Pietrak, Aquapark czy Wielspin. Te budynki zostały dobrze wpisane w otaczający krajobraz i nie dominują nad jeziorem. Dlaczego tutaj nie udało się osiągnąć podobnego efektu?
Bardzo się cieszę, że Wągrowiec wciąż się rozwija. Tylko czy rozwój musi oznaczać rezygnację z klimatu, który przez lata tworzył charakter tego miejsca?
Nowoczesność jest potrzebna, ale warto pamiętać, że miasta buduje się nie tylko z betonu i szkła. Buduje się je również z miejsc, do których ludzie po prostu lubią wracać.
Chłopak z Jeżyka